Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 kwietnia 2017

''Góry uczą smaku rzeczy prostych, takich, których nie doceniamy.'' - czyli rzecz o tym, dlaczego tak uwielbiam góry...

Park Narodowy Durmitor w Czarnogórze (2016)

Lubię to uczucie. Zmierzam w stronę gór, w oddali widzę ich zarys i momentalnie odczuwam to charakterystyczne i bardzo przyjemne napięcie w mięśniach. Nie mogę doczekać się momentu, kiedy wyskoczę z mojego środka lokomocji i ruszę na szlak... Czuję się wtedy jak dziecko przed rozpakowaniem prezentu gwiazdkowego😊. Brzmi niedorzecznie? Być może, jednak każdy, kto kiedykolwiek doświadczył chociażby euforii biegacza, w znacznym stopniu zrozumie i mnie.
Nie ma dwóch identycznych wypraw górskich, nawet jeśli wielokrotnie przemierzasz ten sam szlak. Za każdym razem wiatr wieje w inną stronę, promienie słońca przebijają się przez korony drzew pod innym kątem, a Ty? Ty za każdym razem przychodzisz w góry z inną energią, innymi emocjami, smutkami, radościami, nadziejami. Każda wędrówka jest inna i zawsze Ty stajesz się inny po zejściu ze szlaku....

Park Narodowy Lovcen w Czarnogórze (2016)

Kanion Moraca w Czarnogórze (2016)
Ale właściwie dlaczego tak chętnie włóczę się po górach? Przecież to męczące i do domu daleko😊. Otóż jeszcze kilka lat temu też tak myślałam. Po górach oczywiście chodziłam właściwie od zawsze, ale jakoś tak bez przekonania. Góry nabrały dla mnie nowego wymiaru w 2012 r. podczas dość przypadkowej wyprawy w Alpy, a dokładnie do uroczej alpejskiej wioski Kappl w Tyrolu. Wcześniej przez Alpy przejeżdżałam kilkakrotnie w drodze na południe, jednak nigdy po nich nie wędrowałam. Wydały mi się bajkowo piękne jak z wakacyjnej pocztówki i tyle. Wszystko zmieniło się w jednak w Kappl, za sprawą moich Towarzyszy podróży, którzy tę wyprawę zorganizowali (jeżeli mnie teraz czytają, to z pewnością wiedzą, że chodzi właśnie o Nich i bardzo Im dziękuję). To Oni zaszczepili we mnie ducha gór, dawali wsparcie podczas dość wymagających podejść (wówczas nie dałam fizycznie rady zdobyć wszystkich zaplanowanych szczytów), a ja z przyjemnością obserwowałam ich samozaparcie i wytrwałość na alpejskich szlakach, myśląc sobie w duchu - ja też tak chcę i też tak potrafię! Jak się później okazało - jak pomyślałam, tak też się stało. Przez ostatnich kilka lat moja kondycja znacznie się poprawiła (za sprawą różnych czynników) i śmiało mogę stwierdzić, iż teraz w wieku 32 lat osiągnęłam moją szczytową formę❤, ale jeszcze nie życiówkę😊.

Alpy austriackie  (2012)

W drodze na Łabski Szczyt 1471 m n.p.m. (2016)
Co tak naprawdę dają mi góry? 
Nie traktuję gór jako po prostu kolejnej atrakcji turystycznej. Na pewno istotny dla mnie aspekt to możliwość obcowania z naturą. Wierzę w uzdrawiającą energię płynącą z drzew (dendroterapia) oraz w korzystne działanie kamieni na nasz organizm (litoterapia). Góry to jeden z nielicznych ''bastionów'', gdzie przyroda w dalszym ciągu jest praktycznie nieskażona i niezdeformowana działaniami człowieka. Co jeszcze? Nie chciałabym epatować nadmierną egzageracją, jak również doszukiwać się filozofii tam, gdzie jej nie ma, ale.... dla mnie naprawdę pobyt w górach bywa (choć nie zawsze) mistycznym przeżyciem. Jak Ktoś mądry kiedyś napisał: gór się doznaje, a nie tylko po górach się wędruje... I ja się pod tym rękoma i nogami podpisuję😊.

Szrenica 1362 m n.p.m. (2016)
Na czym wg. mnie polega magia gór? Chyba na tym, że w ich majestacie wiele ludzkich spraw wydaje się być prostszymi. Oczywiście czasami uczucie to okazuje się złudne, choć chyba nigdy ze szlaku nie zeszłam w gorszym nastroju, niż przed wejściem na szlak😊. Pozytywny efekt ''górskiej euforii'' utrzymuje się często przez wiele dni i ma zbawienny wpływ na nasze samopoczucie, jakość wykonywanej pracy czy relacje z ludźmi. Pobyt w górach wyzwala poczucie nieograniczonej wręcz wolności, czego nie doświadczycie w żadnym innym miejscu na Świecie (i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej😊), choć myślę, że nie dla każdego będzie to korzystne, bo niekiedy poczucie wolności może po prostu przerodzić się w poczucie.... alienacji czy osamotnienia. Niemniej jednak jest to przyjemna odskocznia od codzienności, w której przecież chcąc nie chcąc, a nawet często nie uświadamiając sobie tego, nieustannie podlegamy nakazom, zakazom, ograniczeniom i jakże często spotykamy ludzi usiłujących ''ulepszyć'' nas wedle własnego uznania czy chcących wpasować nas w ich własne ramy. Oczywiście, działa to w obie strony - nam samym również zdarza się osądzać, krytykować, stawiać niepotrzebne granice, osaczać, nakazywać. To takie ludzkie. Góry nie rozwiązują naszych problemów, ale pomagają spojrzeć na nie z szerszej perspektywy. I uczą pokory. Mnóstwa pokory.
Wspomnieć należy też o aspekcie czysto fizycznym - całodniowy pobyt w górach to utrata mnóstwa zbędnych kcal, a wysmagana wiatrem i ogorzała słońcem twarz wygląda zdrowo i promiennie, no chyba, że mieliśmy pecha i akurat lało😊.

Kanion rzeki Tary w Czarnogórze (2016)
Chcę też poinformować, że od tego roku zostałam członkiem Klubu Zdobywców Korony Gór Polski KGP, a właściwie zostanę Zdobywcą po udokumentowanym zdobyciu 28 najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich Polski. Wykaz szczytów znajdziesz TUTAJ. Póki co ostatnio ''zaliczyłam'' najwyższe wzniesienie Rudaw Janowickich - Skalnik 944 m n.p.m. Szczyty, które zdobyłam w przeszłości przed akcesem do Klubu nie wliczają się do ''puli'' i z przyjemnością zdobędę je ponownie ♥ ♥ ♥  DO ZOBACZENIA NA SZLAKU 

ps. Korzystając z okazji - szukam ochotnika do wakacyjnego wejścia na Rysy :-) 


W drodze na Skalnik (2017)

*** wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa (lub moich znajomych) i stanowią moją własność, natomiast jeśli Ci się podobają i chciałbyś je skopiować  na użytek własny lub udostępnić w sieci, to będzie nam bardzo miło i nie mamy nic przeciwko, prosimy jednak o uprzednie uzyskanie naszej zgody :-)

1 komentarz: